Ulubieńcy kosmetyczni

Bardzo rzadko piszę Wam o swoich ulubieńcach, a szkoda, bo właśnie o takich kosmetykach pisze się najlepiej! Dziś postanowiłam to zmienić i przygotowałam edycję świąteczną, czyli kosmetyki, które będą mi towarzyszyć w grudniu i które już bardzo lubię!



Standardowo jak na mnie nie znajdziecie w dzisiejszym wpisie kolorówki. Jeśli o to chodzi to mam dwie lewe ręce i makijaże mi nijak nie idą. Z racji resztek opalenizny z Sycylii nie stosuję obecnie nawet podkładu, tylko puder, cień do brwi, trochę różu ;) Więc ten temat przemilczmy, za to pielęgnacja jak zwykle na bogato <3


Moich kosmetyków w okresie zimowym pilnują domowe skrzaty, myślę nawet, że niektóre mi podbierają bo zaczęło ich szybciej ubywać... Może powinnam zacząć zamykać drzwi do łazienki? Małe są to do klamki nie powinny dostać, ale kto je tam wie, ostatnio siedziały na regale i patrzyły się w okno, więc chyba mają swoje sposoby ;) 

Jednak przejdźmy już do rzeczy! Ulubieńców kosmetycznych rozpoczyna rozgrzewająca sól do kąpieli marki Fresh&Natural. Zostało mi jej na prawdę niewiele... Bedę za nią tęsknić, bo cynamonowa kąpiel była rozgrzewającą przyjemnością gdy zmarznięta wracałam do domu. Do tego nagietek, który dbał o to by kąpiel za bardzo mnie nie wysuszyła i nie trzeba mi było nic więcej. Sama przyjemność... O niej opowiem Wam więcej, bo już zaczęłam wpis o solach do kąpieli tej marki, więc na razie nie zaspokajam całkowicie Waszej ciekawości!


Kolejnym produktem, który zawładnął moim ciałem, sercem i bez którego zapachu nie wyobrażam sobie dnia jest kokosowe mleczko od Zielonego Laboratorium, które opisywałam Wam w TYM poście. Uwielbiam je! Jestem od niego uzależniona! Moja skóra jest po nim miękka, ten zapach mnie otula i poprawia humor, pomaga się zrelaksować, no kocham!


Dalej będą nowości: zestaw marki Madara. Kremy i pianka do twarzy. Obłędnie cytrusowo -  słodkie zapachy sprawiają, że nie da się o nich zapomnieć i z prawdziwą przyjemnością się po nie sięga. Piękne, proste opakowania też przykuwają oko, do tego cudowne składy. Na razie z działania jestem zadowolona, twarz dzięki piance jest dobrze oczyszczona, radzi sobie bez problemu z moim makijażem i zmywa też tusz do rzęs. Kremy nawilżają i dbają o cerę, na razie nie widzę w nich wad, ale na więcej szczegółów będziecie musieli jeszcze poczekać!


I na koniec maseczki, które zawładnęły moją łazienką. Nie używam już żadnych innych! Są prezentem ze Zlotu Lubelskich Straszydełek i wygraną w licytacji na rzecz zwierzaków. Teraz mam już wszystkie i na prawdę są genialne! Szybko się je używa, bo nie muszę się bawić w mieszanie, zmywa bez problemu a skóra jest cudownie oczyszczona i promienna. Mój zdecydowany HIT! Bez uczucia ściągnięcia, bez zasychania na skórze, nawet mąż z nich korzysta jak go zmuszę i potem się dziwi jaką ma gładką skórę! Zapach glinkowy jest bardzo delikatny, za to efekty są warte noszenia błotka na twarzy!


A co Wy lubicie teraz używać? Macie swoich zimowych ulubieńców?

Trzy pierwsze wrażenia

Chwilowa przerwa od Blogmasa na krótkie spostrzeżenia odnoście trzech saszetek. Dzisiejszy wpis nie jest pełnowartościową recenzją, ale chcę go napisać. Dla siebie na przyszłość ;) Bo wiecie, zawsze wychodziłam z założenia, że większość producentów pisze bzdury określając że jakiś produkt jest dla konkretnego typu włosów/ cery. Nigdy się to u mnie nie sprawdzało, musiałam produkt przetestować by być pewna czy jest dla mnie odpowiedni. Im bardziej wchodziłam w kosmetyki naturalne tym więcej było zbieżności z tym co zachwalał producent, jednak nadal nie wszystko było idealnie. Dzisiaj przedstawiam produkt, który warto kupić dostosowany do siebie, bo Anwen zrobiła dobrą robotę!